[FELIETON] Dla ojczyzny, czyli krwiodawstwo - Beskidy News

Używamy plików cookie, aby pomóc w personalizacji treści, dostosowywać i analizować reklamy oraz zapewnić bezpieczne korzystanie z serwisu. Korzystając z witryny, wyrażasz zgodę na gromadzenie przez nas informacji. Szczegóły znajdziesz w zakładce: Polityka prywatności.

Witaj,

Możesz zobaczyć informacje dotyczące tylko twojego powiatu, wybierając go z listy poniżej.

 

Nie pokazuj więcej tego okna

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama

„Z tego, jak rozumiemy nasze umiłowanie Ojczyzny, będziemy osądzeni przez przyszłe pokolenia” – przestrzegł wiernych podczas kazania na mszy za ojczyznę biskup Roman Pindel.

A nie było to kazanie pierwsze z brzegu, lecz kazanie na Stulecie, wygłoszone 11 listopada, podczas mszy za ojczyznę w kościele pod wezwaniem świętego Maksymiliana Kolbego w Bielsku-Białej.

Biskup Pindel miał świadomość, że tak cennej okazji do wypowiedzenia słów, które – jeśli dobrze dobrane – wrosną maluczkim w dusze i odmienią ich losy, już po raz drugi miał nie będzie, sięgnął więc po autorytet największy, by swej nauce mocy dodać. Czyli autorytet Marszałka. Nie, nie Kuchcińskiego, bo ten mąż stanu cytowany będzie zapewne dopiero na Dwustulecie, ale Piłsudskiego, który powiedział niegdyś: „Polski nie da się ani wymodlić, ani wygadać, ani wyżebrać, ani wyszachrować. Trzeba ją zdobyć krwią własną i cudzą”. I te właśnie słowa uznał biskup za najważniejsze przesłanie Marszałka na nowe czasy.

Potępienie szachrajstwa i żebractwa jako metod zachowania ojczyzny w ustach kapłana brzmi jak najbardziej stosownie. Ojczyzna nie jest czymś, co można sobie wychachmęcić, kanciarstwem się ojczyzny nie dorobisz, bo to tak, jakbyś matkę w karty wygrał. A przecież nikt nawet narzeczonej zdobytej w zekcyka szanował nie będzie, o matce nie wspominając.

Nie godzi się też patriocie żebraniny ojczyźnianej praktykować, jako że jeśli ktoś już żebrze, to honoru nie ma, a taki ojczyzny nie godzien, bo przy pierwszej okazji ją sprzeda. Albo przeje i znów będzie żebrał.

Z wygadaniem sobie ojczyzny, nie mówiąc już o jej wymodleniu, sprawa też wydaje się dość prosta: gadać to sobie można, argumentować i przekonywać, choćby wspinając się przy tym na szczyty erystycznego kunsztu - ale przecież koniec końców mielenie ozorem to zabawa dla bab i mięczaków.

Natomiast co do modlitwy, to w naszych politycznych realiach już od dawna przydaje się ona jako sztafaż i głównie wtedy, gdy na ambonę trzeba wpuścić zaprzyjaźnionego prezydenta, potępić targowicę lub wykląć zboczeńców.

W tej sytuacji pozostaje tylko krew. Nie każdy ma gadane, niejeden nie potrafi się też modlić czy szachrować. A że krew ma każdy, biskup proponuje honorowe ojczyźniane krwiodawstwo jako fundament polskiego patriotyzmu XXI wieku. Jeśli chcemy Matkę Polskę przy życiu zachować, winniśmy być gotowi od czasu do czasu krwi komuś upuścić i swojej z ochotą ulać. Nie, że od razu w morzu krwi mamy wszystko topić, aż tak to nie. Ale pewnie dobrze by wszystkim zrobiło, gdyby od czasu do czasu Sołę krew zalała, a na nadwiślańskich wierzbach zawisło coś więcej niż liście.

Bo nic tak ojczystej gleby nie użyźnia, jak kaszanka z wroga, świeżo zmielony cywil, jucha staruszka z pierwszego tłoczenia albo narodowy bohater. Najlepiej w nuggetsach.

Wołk

Udostępnij

6
+3
3
Reklama

Pobierz bezpłatną aplikację

Informacje z Twojego powiatu na wyciągnięcie ręki.

Google Play

Logo Beskidy News
Masz dla nas informacje? Newsy? Widziałeś lub słyszałeś coś ważnego? Chcesz, aby Twoją sprawą zajął się reporter? Daj nam znać. Dyżurujemy całą dobę, reagujemy od razu.

 

Imię i nazwisko (*)
Podaj imię i nazwisko
E-mail (*)
Podaj adres e-mail
Temat (*)
Podaj temat
Wiadomość (*)
Napisz wiadomość
Załącznik
Dodaj załącznik
(gif, jpeg, jpg, png, zip)
Captcha (*)
Rozwiąż captchę