[VAM Z NAMI] Dziewięć skarbów pewnej gminy - Beskidy News

Używamy plików cookie, aby pomóc w personalizacji treści, dostosowywać i analizować reklamy oraz zapewnić bezpieczne korzystanie z serwisu. Korzystając z witryny, wyrażasz zgodę na gromadzenie przez nas informacji. Szczegóły znajdziesz w zakładce: Polityka prywatności.

Witaj,

Możesz zobaczyć informacje dotyczące tylko twojego powiatu, wybierając go z listy poniżej.

 

Nie pokazuj więcej tego okna

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama

Każdy kto wjeżdża do Jeleśni, może spojrzeć na billboard, a tam na informację o skarbach, które czekają. Trudno jednak znaleźć coś więcej w temacie. Jakież to skarby kryją się za tą obietnicą?

Próbuję szukać, ale mi się nie udaje, może źle szukam, że wychodzi mi tylko jakiś artykuł, potem jakaś informacja, że niby będzie jakaś aplikacja, z której wszystkiego można się będzie dowiedzieć, ale jak się aplikacja nazywa, tego też nie wiadomo. W sumie nie mam przekonania, czy o tym, czym są te skarby wie w ogóle ktoś poza ścisłym gronem wtajemniczonych. Dlatego dziś, by wypełnić informacyjną lukę, proponuję moich pretendentów do bycia tymi skarbami. Może jak się pojawią jakieś inne propozycje to będzie można niepotrzebne skreślić, a potrzebne podkreślić.

Skarb pierwszy – skarb niezmienności. Nie wszyscy lubią zmiany, które w ciągu ostatnich kilkunastu lat zachodziły w Polsce, nawet w miejscowościach, wydawałoby się, nadających się na nocne pożegnanie diabła. Od zmian i przemian, może zaboleć głowa – wszyscy powariowali, biorą jakieś unijne pieniądze, wytyczają ścieżki zdrowia, edukacyjne czy rowerowe, organizują festiwale i imprezy jak szaleni, trudno za tym nadążyć. Oczywiście poza tymi fanaberiami, robią wiele innych niepotrzebnych rzeczy, wypożyczalnie rowerów, tablice informacyjne, spójną ofertę turystyczną.. I, co już jest całkiem nie do zniesienia, niektórzy to nawet chodników wzdłuż dróg narobili. To się w głowie nie mieści i głowa pęka z przeładowania. Bo taki nawał zmian to wiadomo – stres. A więc turysto, jeśliś zmęczony tymi nowościami i ciągłymi zmianami, zapraszamy do gminy dziewięciu skarbów, tu od lat dziewięciu nic się nie zmieniło, a może i niewiele się zmieni, bo gmina na tę doniosłą konserwację swojego stanu sprzed lat dziesięciu wydała mnóstwo pieniędzy. Wiadomo, utrzymanie zabytku typu trwała ruina kosztuje niemało. Dlatego przyjedź, przyjedź turysto, do tej oazy niezmienności, do poczucia stabilizacji. Tu je znajdziesz, tu, w zatrzymanym czasie, poczujesz się jak dawniej.

Skarb drugi – skarb niepokalanego powietrza. W gminie podejmowana jest bardzo efektywna walka z problemem smogu. Jest to rewelacyjne i zoptymalizowane kosztowo podejście. Gmina bowiem dobrze wyciągnęła lekcję z reklam środków farmaceutycznych usuwających objawy chorób i poszła za ciosem nawet dalej. Jak wiadomo z Żywca, powietrze jest dotąd krystalicznie czyste, dopóki jacyś idioci nie zaczynają mierzyć jego jakości. Bo jak wiadomo powszechnie smog powodują czujniki i badania WHO. Dlatego tu czujników nie ma, problem się nie pojawia, a turyści mogą cieszyć się do woli tym bogactwem naturalnym. Ponadto w gminie tak pięknie rozwija się sprzedaż wody w butelkach, że na pewno niedługo ta sama firma zacznie też sprzedawać butelkowane powietrze. Rozumiemy dobrze, że w takim wypadku czarny jak sadza PR z czujników tylko by niepotrzebnie wszystko zepsuł. A jeśli goście skarżą się na zapach palonej gumy i płyty meblowej – niech pociągną nosem w inną stronę, bo przecież skarbów jest więcej….

Skarb trzeci – klejnot zrównoważonego transportu. Transport zrównoważony to prawdziwy cymesik. W tej gminie jest on realizowany przez program iście libertariański program „dej busiarzowi”. Odkąd PKS zbankrutował, w powiecie kwitnie transportowy leseferyzm. Nikt tak pięknie tego nie realizuje jak gmina dziewięciu skarbów, której legendarne nic nie robienie w kwestiach transportu, przebija wytrwałością dłużyzny najbardziej rozwlekłych oper mydlanych. Gdzież, tak pięknie jak w tych okolicach brzmiał chór wujów, którzy teatralnie rozkładali ręce, w gestach udawanej rozpaczy, że nic się zrobić nie da. No ale jak już inni za nich wzięli i zrobili, to powstał prawdziwy kłopot, wrzód, że tak powiem, na zasiedzianych czterech literach. Bo teraz nagle coś od nas chcą, a tak było przepięknie przed chwilą, każdy busiarz tyczkę postawił na dworcu i można by kiedyś brezentem przykryć i szlus. A dworzec od PKP odkupiony elegancko rozparcelować na myjnie i ciucholandy, na parabanki i agencje windykacyjne,. Sprzedałoby się po kawałeczku i byłoby na jakiś pomnik.. A tak to dej busiarzowi, dej. A jak nie to auto se kup, przecież najlepszy transport jest własny, a auto, nawet trzydziestoletnie, to przecież symbol statusu i zamożności mieszkańców.

Skarb czwarty – jadeitowa droga promocyjnego aikido. Są gminy które hałaśliwie domagają się przyjazdu turystów, upokarzają się przed nimi, wdzięczą i przymilają. Bezczelnie ułatwiają im znalezienie siebie, bezwstydnie epatują walorami. Podstępnie ułatwiają znalezienie informacji. Ale na szczęście są gminy, które niczym skarb, zachowały resztę godności ze starego dobrego PRL. Wytrawny mistrz promocyjnego Aikido, nie zadaje ciosu, stoi na pagórku i milczy wyniośle. Wie on bowiem, że wystarczy być w dobrym miejscu na mapie, a wysilać się nie trzeba. Kiedy inni zadają mu ciosy, on stoi, kiedy inni idą gdzie indziej, on stoi, kiedy czas idzie do przodu, on stoi, kiedy inni mówią te swoje pogróżki, o tym jak wszędzie indziej jest lepiej pojechać, on milczy. Sztuka walki bez walki, sztuka promocji bez promocji. To już jest tak rzadkie, że samo staje się kolejną atrakcją turystyczną i tym bardziej nie trzeba nic robić. To turystyczne perpetuum mobile.

Skarb piąty – MAD MAX, czyli samochodowe rodeo dla dzieci. Błędem byłoby myśleć, że mimo tak wielu skarbów o dyskretnej i nie narzucającej się naturze, w gminie brakuje emocji. Jest zupełnie odwrotnie i nie trzeba do tego budować parków rozrywki. Gmina bowiem wie jak wykorzystać swoje mocne strony, o których było wcześniej. Przez zaniedbane drogi przewala się sznur samochodów, przetykany starymi kopcącymi busami oraz wielkimi tirami z wodą. Samo to dostarcza mieszkańcom doskonałych rozrywek, gdyż chodniki tu nie tyle istnieją, co zdarzają się, dlatego łatwo wpaść widowiskowo pod rozpędzony samochód, zwłaszcza w pobliżu szkoły. Tam pułapki samochodowego rodeo dla dzieci są najlepsze. Nie wierzycie mi Państwo? Proszę zwiedzić jedną z największych atrakcji turystycznych stolicy gminy, okolice pewnej szkoły. Jest tam doskonały odcinek rodeo, udający dla niepoznaki przejście dla pieszych. Schodzicie z chodnika, przechodzicie przez przejście, a tam, niespodzianka! Przejście kończy się w czyimś nieogrodzonym ogrodzie, ewentualnie na zaniedbanym poboczu. Mówicie, że to mało atrakcyjne? Proponuję wariant z dzieckiem na wózku. Jeśli dobrze poszukacie, atrakcji drogowych znajdziecie więcej. Skarby adrenaliny czają się na każdym kroku.

Skarb szósty – pieniądze w błocie (niczym chrząszcz w bursztynie). To nie tak, że w gminie całkiem nic się nie zmienia (i dlatego możemy zaprosić turystów spragnionych stagnacji), byłoby to zbyt proste. Czasem coś się zmienia, jednak na krótko, tak by działania podejmowane przez gminę przypadkiem nie naruszyły tu tego specyficznego miru gminnego. Ponieważ poszukiwacze skarbów z definicji lubią szukać czegoś co jest ukryte, albo też lubią szukać tropów czegoś co było ale już nie ma, to dla nich idealną atrakcją będzie ten właśnie skarb, wystarczy przejechać się na przejście graniczne w Korbielowie. Wcześniej, jak na poszukiwaczy przeszłości przystało, odnaleźć należy w internecie strzępki informacji o wielkim projekcie szlaków rowerowych i narciarskich w pobliżu przejścia. Miały być one pięknie wytyczone, oznakowane i utrzymywane trochę dłużej niż do pierwszych wiosennych deszczy. Mało tego, w budynku przejścia miała być wypożyczalnia sprzętu sportowego. Ale przecież gdyby to wszystko nadal działało, to byłaby zwykła usługa, a nie skarb. A tak, wystarczyło trochę sprzyjających warunków atmosferycznych i jest skarb do odkrywania we fragmentach. Dla zwiększenia walorów przygodowych szukanie informacji, gdzie coś się zaczyna, którędy biegnie i gdzie się kończy to wyzwanie dla prawdziwych poszukiwaczy skarbów. Jednym słowem, majstersztyk.

Skarb siódmy – niebiański raj dla graczy. Drogi w gminie to skarb sam w sobie. Poza drogą przelotową z Żywca do Korbielowa, gdzie jest rodeo (a także największa liczba znaków „droga z pierwszeństwem przejazdu” na kilometr bieżący w południowej Polsce), mamy też sporo dróg, gdzie można pohasać po dziurach, dodatkowo ze względu na doskonałą w skutkach kombinację wąskich dróg z pozostawionym samemu sobie ruchem dwukierunkowym, turyści wraz z tubylcami mogą pobawić się w drogowego PAC-MANa lub w drogowy Tetris. Pewnym wyjątkiem są fragmenty ulic, odnowione w ramach przedżniwnej kiełbasy wyborczej, ale one nie przeszkadzają w zabawie. Pro-tip: jeśli ktoś ma ochotę pograć na wyższym poziomie najlepszy czas jest między 14 a 15, kiedy ruch z zakładów pracy dodaje uroku zabawie i wprowadza element nieprzewidywalności.

Skarb ósmy – skarb wody. Nie chodzi tu o rzeki, Sopotnię i Koszarawę, ale o wspomnianą już wodę butelkowaną. To skarb paradoksalny, bo żeby go zdobyć najlepiej nie ruszać się z miasta. Należy dotrzeć do pierwszego marketu gdzie sprzedają wodę o oksymoronicznej nazwie. Bo z tutejszych miejscowości są takie zdroje, jak z Rybnika czy Pekinu. To już skarb sam w sobie, ale my tu mówimy o innym skarbie, a mianowicie, są pory roku, w których warto wodę z gminy zakupić w mieście, we wspomnianym markecie „na wynos”, po to by ją tu przywieźć własnym samochodem. Bo mogą być problemy z napiciem się jej z kranu „na miejscu” To iście pokręcona wodna wstęga Moebiusa, bo najpierw tiry ją wywożą, by potem turyści mogli przywieźć. Ten skarb ma jeszcze swój wariant fabularny, a mianowicie wielowątkową historię trudnych relacji mieszkańców z firmą. Dobry pisarz czy reporter mógłby w tym skarbie odkryć skarb niejeden. Może nawet materiał na serial?

Skarb dziewiąty – wspólne dzieło ogłoszeniowej sztuki. Dzięki niezwykłej efektywności działania, o której mogliśmy się przekonać przy okazji poprzednich skarbów, warto odnotować, że poza rzeczami, których w tak cenny sposób nie ma, jest jeszcze imponujący niedobór słupów i tablic ogłoszeniowych (i nie mówimy to o jakichś fanaberiach typu aplikacje mobilne). Ale to właśnie decyduje o unikalnym charakterze tego skarbu. Z braku miejsc do wywieszania ogłoszeń mieszkańcy gminy tworzą wspólnie kolektywne dzieło ogłoszeniowej sztuki. Ten barwny, wieloczęściowy patchwork (na który składają się ogłoszenia wszelkiego rodzaju chwilówek, usługodawców, parafii, dostawców prądu i wody, raz po raz niszczone deszczem i zaklejane nową warstwą sztuki) porasta kolorowymi wykwitami drzewa, słupy telefoniczne, płoty, a czasem nawet fasady domów. Po co bowiem stawiać słupy i tablice ogłoszeniowe, skoro stoi już tyle obiektów dużej i małej architektury, które mieszkańcy mogą zakleić, tworząc tak oryginalne wspólne dzieła…

Dlatego warto, warto i jeszcze raz warto poznać tutejsze skarby póki jeszcze są. A czy będą istnieć długo? Hm… Biorąc pod uwagę, że po ośmiu latach marazmu gmina ma nowe władze, odpowiedź na to pytanie być może poznamy za jakiś czas.. Na razie możemy ostrożnie powiedzieć: „to zależy…”

Autor: VAM

 

Udostępnij

31
+24
7
Reklama

Pobierz bezpłatną aplikację

Informacje z Twojego powiatu na wyciągnięcie ręki.

Google Play

Logo Beskidy News
Masz dla nas informacje? Newsy? Widziałeś lub słyszałeś coś ważnego? Chcesz, aby Twoją sprawą zajął się reporter? Daj nam znać. Dyżurujemy całą dobę, reagujemy od razu.

 

Imię i nazwisko (*)
Podaj imię i nazwisko
E-mail (*)
Podaj adres e-mail
Temat (*)
Podaj temat
Wiadomość (*)
Napisz wiadomość
Załącznik
Dodaj załącznik
(gif, jpeg, jpg, png, zip)
Captcha (*)
Rozwiąż captchę