- Od 2010 roku mieliśmy limit 30 000 osób. Teraz, po wielu latach, zwiększyliśmy go o 10 proc. i prawdopodobnie utrzymamy ten limit, bo chciałbym, żeby Pohoda nie stała się festiwalem na ogromną skalę, żeby pozostała w swoim sensie kameralna. Już teraz widać, że wciąż jest wystarczająco dużo miejsca, ale gdybyśmy na przykład dodali kolejne dziesięć tysięcy osób, to być może zniknęłaby ta magia, że można usiąść na trawie i po prostu cieszyć się dniem - mówi dla portalu Beskidy.News pomysłodawca i organizator festiwalu Pohoda w Słowackim Trenczynie Michal Kaščák. Pięciodniowa fiesta i muzyczna uczta w niedzielę 12 lipca rano dobiegła końca.
Od lat organizatorzy słowackiego festiwalu Pohoda marzyli o tym, by na ich scenie pojawił się zespół The Cure. Po wielu latach starań, podczas jubileuszowej edycji wydarzenia w Trenczynie, to pragnienie wreszcie się ziściło. Michal Kaščák, pomysłodawca i główny organizator festiwalu, opowiada nam o kulisach negocjacji z Robertem Smithem, o początkach Pohody oraz o tym, jak zmieniała się atmosfera wydarzenia przez trzy dekady. Wspomina także o polskich zespołach, które gościły na festiwalu, oraz o tym, jak ważne jest dla niego zachowanie kameralnego charakteru imprezy.
Michal Kaščák przyznaje, że od chwili, gdy Pohoda zaczęła zapraszać artystów z zagranicy, jednym z jego największych celów było sprowadzenie do Trenczyna zespołu The Cure. W jego opinii to właśnie takie grupy jak The Cure, The Prodigy czy Nick Cave mają ogromny wpływ na światową scenę muzyczną. Przez blisko dwadzieścia lat podejmowano próby zaproszenia The Cure, jednak zawsze pojawiały się przeszkody – czasem zespół miał już inne zobowiązania koncertowe, innym razem nie udawało się osiągnąć porozumienia w kwestiach finansowych, a bywało też, że zaproszenie wysyłano zbyt późno.
Dopiero podczas tegorocznej, trzydziestej edycji Pohoda Festival udało się doprowadzić do występu The Cure. Wspomina, że w poprzednim roku, kontaktując się z agentem zespołu, usłyszał, iż cała trasa koncertowa jest już zaplanowana. Mimo to zaproponował, by dodać jeszcze jeden dzień – środę – i ku jego zaskoczeniu, Robert Smith wyraził chęć rozmowy na ten temat. W ciągu dwóch tygodni udało się osiągnąć porozumienie, na które wcześniej czekano ponad dwie dekady. Kaščák podkreśla, że Robert Smith pełni zarówno rolę menedżera, jak i muzyka, samodzielnie decydując o wyborze koncertów, dlatego musiał osobiście zatwierdzić udział w Pohodzie. Dodatkowo artysta chciał, by tego dnia na scenie pojawili się wyłącznie wykonawcy wybrani przez niego, co zostało spełnione. Organizatorom udało się także zapewnić udział lokalnego artysty podczas tego wyjątkowego koncertu. Kaščák przyznał, że było to spełnienie wieloletnich marzeń, które zbiegło się z jubileuszową, trzydziestą edycją festiwalu.
Wspominając początki Pohody, Kaščák opowiada, że wydarzenie narodziło się jako niewielka impreza dla lokalnej społeczności muzycznej w Trenczynie. Wspólnie z Mariem Michną, znanym dziś jako DJ Wychitawacs, postanowili połączyć swoje doświadczenia z różnych nurtów muzycznych – jeden z nich działał w zespole hardcore’owym, drugi w alternatywnym. Ta mieszanka miała odzwierciedlać wartości obu scen, które do dziś są obecne na festiwalu, mimo jego rozwoju i rosnącej skali.
- Potem festiwal stopniowo się rozrastał, a ten rozwój przebiegał bardzo płynnie, co jest wielką zaletą, bo można się uczyć na tym, jak festiwal się rozwija - mówi Kaščák.
Na pytanie, dlaczego festiwal odbywa się właśnie w Trenczynie, a nie w Bratysławie, Kaščák odpowiada, że obaj założyciele pochodzą z tego miasta. On sam dorastał w pobliżu lotniska, na którym obecnie odbywa się Pohoda, a jego rodzice nadal mieszkają w okolicy. Trenczyn był ważnym ośrodkiem alternatywnej sceny muzycznej w czasach Czechosłowacji – odbywały się tu koncerty, a także nielegalnie kopiowano kasety z muzyką z Zachodu. Miasto wyróżniało się swobodną atmosferą i silnymi więziami z czeską oraz undergroundową sceną muzyczną.
Kaščák zauważa, że w czasach komunizmu różnice między Polską a Słowacją były wyraźne, zwłaszcza jeśli chodzi o dostęp do muzyki. W słowackich sklepach nie można było znaleźć płyt zachodnich wykonawców, podczas gdy Polska wydawała się znacznie bardziej otwarta, mimo panującego tam systemu totalitarnego. Wspomina, że jego zespół miał okazję wystąpić na festiwalu Jarocin w latach osiemdziesiątych, a także zagrać trasę koncertową z polskim zespołem Dezerter. Te doświadczenia były dla niego wyjątkowe i sprawiły, że zapragnął zorganizować festiwal właśnie w Trenczynie, zapraszając do udziału przyjaciół z Polski. Początki Pohody były spontaniczne, a Kaščák nie przypuszczał, że wydarzenie przetrwa aż trzy dekady.
Wśród polskich zespołów, które pojawiły się na Pohodzie, Kaščák wymienia przede wszystkim Dezertera, który wystąpił na festiwalu w 1999 lub 2000 roku. W pierwszych latach wydarzenia zapraszano głównie punkowe grupy z Polski.
Nie wiadomo dokładnie, ilu Polaków odwiedza festiwal, ale organizatorzy chcieliby, by było ich więcej. Kaščák zauważa, że na północy Słowacji wielu mieszkańców słucha polskich stacji radiowych, które uważa za lepsze od słowackich. Zapewnia, że będą starali się zapraszać więcej polskich wykonawców.
Jeśli chodzi o przyszłoroczną edycję, Kaščák przyznaje, że nie ma jeszcze potwierdzonych żadnych gwiazd na rok 2027. Jeszcze niedawno nie było pewności, czy festiwal będzie mógł odbywać się na lotnisku w Trenczynie, jednak obecnie wiadomo już, że wydarzenie pozostanie w tym miejscu. Organizatorzy mają już przygotowane plany i ustalone daty, ale lista artystów pozostaje otwarta.
Pytany o ewentualne powiększenie festiwalu, organizator podkreśla, że zależy mu na zachowaniu kameralnej atmosfery Pohody. Wydarzenie przyciąga całe rodziny, w tym dzieci i osoby starsze, co jest dla niego bardzo ważne. Wspomina, że podczas swojej pierwszej wizyty na festiwalu Glastonbury był zaskoczony obecnością licznych rodzin i seniorów. Jego zdaniem, jeśli teren festiwalu jest przyjazny dzieciom, to automatycznie staje się dostępny także dla starszych uczestników. Kaščák cieszy się, gdy jego rodzice mogą przyjść na Pohodę, poczuć swobodną atmosferę i posłuchać zagranicznych zespołów. Docenia również fakt, że rodzice przyprowadzają na festiwal najmłodszych, co świadczy o zaufaniu do organizatorów i jakości wydarzenia. Uważa, że widok rodziców bawiących się podczas koncertów jest niezwykle budujący.
Od 2010 roku liczba uczestników Pohody była ograniczona do 30 000 osób. W ostatnim czasie limit ten został zwiększony o dziesięć procent i prawdopodobnie pozostanie na tym poziomie, ponieważ Kaščák nie chce, by festiwal stał się masową imprezą. Jego zdaniem, większa liczba uczestników mogłaby odebrać Pohodzie jej wyjątkowy, kameralny charakter, który pozwala uczestnikom swobodnie korzystać z uroków wydarzenia.
Zapytany o wymarzonego artystę na kolejną edycję, Kaščák odpowiada, że z biegiem lat nauczył się nie przywiązywać zbyt dużej wagi do pojedynczych nazwisk, ponieważ na świecie jest mnóstwo dobrej muzyki. Mimo to przyznaje, że byłby bardzo zadowolony, gdyby na Pohodzie wystąpili Radiohead lub Fred Again.
Zespół „Bez ladu a składu”, założony w Trenczynie w 1985 roku, powrócił na scenę Pohody podczas trzydziestej edycji festiwalu, prezentując specjalny koncert z udziałem trenczyńskiej orkiestry dętej Lucerka. Występ ten zakończył tegoroczne wydarzenie. Grupa uznawana jest za jednego z najważniejszych przedstawicieli czeskiej i słowackiej sceny alternatywnej. W 2009 roku „The New York Times” umieścił ją na liście zespołów, które miały wpływ na upadek Żelaznej Kurtyny. W bieżącym roku „Bez ladu a składu” otrzymał także nagrodę Radio_Head Award za całokształt twórczości muzycznej.
Na festiwalu Pohoda 2026 wystąpili: The Cure, Gorillaz, The Prodigy, Lykke Li, Denzel Curry, IDLES, Apashe & Brass Orchestra, Action Bronson, Emilíana Torrini, Baxter Dury i wielu innych.
oprac. MK

