W Polsce leki ratujące życie są często tańsze niż kawa w popularnych sieciach, a krajowa produkcja farmaceutyków staje się coraz mniej opłacalna. Eksperci ostrzegają: bez zmiany podejścia do cen i inwestycji w sektorze farmaceutycznym bezpieczeństwo pacjentów może być zagrożone.

Bezpieczeństwo lekowe pod presją

Krzysztof Kopeć, prezes Polskiego Związku Pracodawców Przemysłu Farmaceutycznego, w rozmowie z Medonetem zwraca uwagę na paradoks obowiązującej polityki cenowej. Jego zdaniem, wieloletnie administracyjne obniżanie cen leków doprowadziło do sytuacji, w której antybiotyk ratujący życie kosztuje 25 zł, podczas gdy za probiotyk trzeba zapłacić 45 zł. Kopeć zauważa, że lek ratujący życie bywa tańszy niż kawa w niektórych sieciach handlowych, co jego zdaniem jest absurdem. Podkreśla, że bezpieczeństwo lekowe to nie tylko lista kluczowych substancji, lecz cały system, który powinien zapewniać dostępność terapii w każdej sytuacji.

Prezes PZPPF wskazuje, że przez ostatnie dwie-trzy dekady globalizacja była wykorzystywana do racjonalizacji cen, co w praktyce oznaczało ich systematyczne obniżanie. Według niego, największym wyzwaniem jest zmiana sposobu myślenia o bezpieczeństwie pacjentów i odejście od dotychczasowych schematów. Kopeć wyjaśnia, że produkcja leków w Polsce oraz na całym kontynencie staje się nieopłacalna, szczególnie po wprowadzeniu unijnych regulacji takich jak tzw. "dyrektywa ściekowa", która generuje w Polsce dodatkowe koszty rzędu 630 mln zł. Mimo że od 2019 r. ceny na listach refundacyjnych spadły średnio o 28–30 proc., realny koszt najczęściej stosowanych leków zmniejszył się tylko o 4 proc.

Ekspert ostrzega, że dopóki łańcuchy dostaw funkcjonują bez zakłóceń, problem nie jest dostrzegany. Jednak wydarzenia takie jak pandemia czy blokada Kanału Sueskiego ujawniają kruchość obecnego systemu. Kopeć podkreśla, że sama lista leków krytycznych nie wystarczy – konieczne są mechanizmy, które sprawią, że Europa będzie je produkować, nawet jeśli będą droższe niż te sprowadzane z Azji. Zwraca uwagę, że firmy farmaceutyczne będą wytwarzać wyłącznie to, co jest dla nich opłacalne, dlatego niezbędne jest urealnienie cen i stworzenie instrumentów stymulujących produkcję. Zadaje pytanie, czy bezpieczeństwo pacjentów powinno zależeć od najtańszego dostawcy.

Porównuje również sytuację leków do produkcji sprzętu wojskowego, wskazując, że nikt nie zleca produkcji czołgów lub broni w Azji, mając świadomość, że w razie potrzeby mogą one nie dotrzeć na czas lub nie zadziałać. Podobnie sytuacja wygląda z lekami, które stanowią infrastrukturę krytyczną, a nawet ważniejszą, gdyż ich brak może prowadzić do natychmiastowych tragicznych skutków. Kopeć przywołuje przykład Ukrainy, gdzie, jak twierdzi, więcej dzieci zmarło z powodu braku leków niż w wyniku działań wojennych.

Michał Byliniak, Dyrektor Generalny Związku Pracodawców Innowacyjnych Firm Farmaceutycznych INFARMA, zwraca uwagę na różnice między lekami generycznymi a innowacyjnymi, podkreślając, że oba segmenty wymagają odmiennych rozwiązań. Wyjaśnia, że w przypadku leków innowacyjnych kluczowe znaczenie ma logistyka – magazyny, energia, drogi, a także możliwość dostarczenia leków nawet w sytuacjach kryzysowych, takich jak zablokowanie lotnisk. Zaznacza na łamach Medonetu, że Polska powinna aktywnie zabiegać o inwestycje w produkcję zarówno innowacyjnych, jak i generycznych leków, stosując zachęty podatkowe, rozwijając strefy ekonomiczne i dbając o dostępność wykwalifikowanej kadry. Wskazuje, że wspólne zakupy leków na poziomie UE nie sprawdziły się podczas pandemii COVID-19, dlatego Polska powinna szukać własnych rozwiązań, ponieważ unijne mechanizmy są skierowane głównie do mniejszych państw.

Byliniak podkreśla także rolę badań klinicznych, które zapewniają pacjentom dostęp do najnowocześniejszych terapii. Dzięki nim, każdego roku 20–30 tys. osób w Polsce może korzystać z innowacyjnych metod leczenia. Ekspert zaznacza, że badania kliniczne są nieodłącznym elementem prac nad nowymi technologiami, umożliwiając leczenie chorób, na które dotychczas nie było skutecznych terapii, takich jak SMA, WZW C czy AIDS. Przypomina, że od momentu rozpoczęcia badań klinicznych do rejestracji leku mija nawet 10 lat, co jest niezbędne, by zapewnić skuteczność i bezpieczeństwo terapii.

Polska zajmuje dziewiąte miejsce w Europie pod względem liczby badań klinicznych, co jest znaczącym osiągnięciem, biorąc pod uwagę brak strategicznego wsparcia ze strony państwa w ostatnich latach. Byliniak zwraca uwagę, że dzięki badaniom klinicznym powstają nowoczesne laboratoria, takie jak laboratorium CAR-T w Poznaniu, które już teraz umożliwia leczenie pacjentów najnowocześniejszymi terapiami. Podkreśla, że dla wielu osób badania kliniczne są ostatnią szansą na poprawę zdrowia.

Prof. Michał Jan Markuszewski, rektor Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego, wskazuje, że budowanie bezpieczeństwa lekowego wymaga równoczesnego rozwoju technologii i kształcenia kadr. Jego zdaniem uczelnie i instytuty powinny koncentrować się na badaniach nad substancjami czynnymi i lekami krytycznymi, a także na nowatorskich rozwiązaniach, takich jak cyfrowe modele łańcuchów dostaw. Zaznacza, że uniwersytety muszą kształcić specjalistów zdolnych do współpracy z przemysłem i regulatorami oraz świadomego lobbowania na rzecz bezpieczeństwa zdrowotnego. Markuszewski podkreśla, że współpraca uczelni z przemysłem wymaga inwestycji w infrastrukturę badawczą i produkcyjną, a także tworzenia konsorcjów naukowo-przemysłowych finansowanych przez państwo. Jego zdaniem tylko takie działania pozwolą realnie wpłynąć na bezpieczeństwo lekowe w kraju.

 

źródło: medonet.pl

Udostępnij

0
0
0