Niewiedza zdrowotna Polaków kosztuje miliony - Beskidy News

Używamy plików cookie, aby pomóc w personalizacji treści, dostosowywać i analizować reklamy oraz zapewnić bezpieczne korzystanie z serwisu. Korzystając z witryny, wyrażasz zgodę na gromadzenie przez nas informacji. Szczegóły znajdziesz w zakładce: Polityka prywatności.

Witaj,

Możesz zobaczyć informacje dotyczące tylko twojego powiatu, wybierając go z listy poniżej.

 

 

Nie pokazuj więcej tego okna

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama

Polska ochrona zdrowia coraz bardziej zderza się z ograniczeniami kadrowymi, finansowymi i demograficznymi. Jednym z kluczowych wyzwań staje się rola pacjenta — nie jako biernego odbiorcy świadczeń, lecz świadomego uczestnika procesu leczenia. — Pacjent, który ma niską wiedzę, jest trzykrotnie droższy dla systemu. Mamy precyzyjne dane dla Polski, które mówią o tym, że jest to 10 tys. złotych na pacjenta o najniższej wiedzy w ciągu roku w porównaniu z pacjentem wyedukowanym, który kosztuje system około 3 tys. — podkreśla na łamach Medonetu ekspertka Agnieszka Kępińska-Sadowska, dyrektor ds. komunikacji w Haleon.

Niewiedza zdrowotna Polaków kosztuje miliony

Coraz częściej pojawia się pytanie, czy samoleczenie może realnie odciążyć przeciążone placówki medyczne, czy też stanowi jedynie przerzucenie odpowiedzialności na obywateli.

Z deklaracji samych pacjentów wyłania się obraz wysokiego poziomu pewności siebie: 96 proc. Polaków twierdzi, że rozumie zalecenia lekarza, a 81 proc. uważa, że bez trudu znajduje informacje o leczeniu. Dane systemowe pokazują jednak, że za tymi deklaracjami nie zawsze idą realne kompetencje zdrowotne, a luka edukacyjna generuje wymierne koszty dla całego systemu.

Niewyedukowany pacjent to wyższy koszt

Brak podstawowej wiedzy zdrowotnej przekłada się bezpośrednio na wydatki publiczne. Jak wskazuje Agnieszka Kępińska-Sadowska, dyrektor ds. komunikacji w Haleon, pacjenci o niskim poziomie kompetencji zdrowotnych są dla systemu wielokrotnie drożsi niż osoby wyedukowane.

Z wyliczeń wynika, że obniżenie odsetka osób o najniższym poziomie wiedzy zdrowotnej o około 25 proc. mogłoby przynieść nawet 16 mld zł oszczędności rocznie. Jednocześnie pacjent, który mógłby skorzystać z racjonalnego samoleczenia, coraz częściej pozostaje sam w gąszczu niesprawdzonych informacji.

— Dzisiaj ten pacjent jest bardzo samotny w dobie mediów społecznościowych, narażony na ogromną ilość dezinformacji. Tu jest ogromna rola lekarza, ale również farmaceuty, który jest na pierwszej linii frontu — zaznacza Kępińska-Sadowska.

Internet, AI i ryzyko dezinformacji

Skala samodzielnych poszukiwań informacji zdrowotnych rośnie, szczególnie wśród młodszych grup wiekowych — aż 40 proc. najmłodszych pacjentów sięga po porady w internecie, zanim skonsultuje się z profesjonalistą. Zjawisko to wzmacnia rosnąca popularność narzędzi sztucznej inteligencji, takich jak ChatGPT, z których wielu użytkowników korzysta bez krytycznej weryfikacji treści.

W efekcie narzędzia, które potencjalnie mogłyby wspierać edukację zdrowotną, stają się źródłem błędnych decyzji terapeutycznych i powielania mitów medycznych. To dodatkowo podkreśla potrzebę systemowych, zwalidowanych rozwiązań, a nie pozostawiania pacjentów samym sobie.

Samoleczenie jako fundament piramidy świadczeń

Zdaniem dr Małgorzaty Gałązki-Sobotki samoleczenie nie powinno być traktowane jako margines systemu ochrony zdrowia, lecz jako jego podstawa. W wielu krajach europejskich to właśnie kompetencje obywateli w zakresie samoopieki stanowią fundament stabilnego systemu.

— Fundamentem piramidy świadczeń nie jest podstawowa opieka zdrowotna, tylko zdolności do opiekowania się i samoleczenia każdego pojedynczego obywatela i wspólnoty, w której żyje — wskazuje ekspertka.

Jak podkreśla, większość stanu zdrowia populacji zależy od indywidualnych decyzji i stylu życia, a nie od interwencji medycyny profesjonalnej. Bez wzmocnienia tych kompetencji nawet zwiększanie liczby lekarzy nie rozwiąże problemu przeciążenia systemu.

— Warunkiem tego, żeby system się nie zapadał, a kondycja zdrowotna społeczeństwa się poprawiała, jest wzmacnianie kompetencji samoopieki i samoleczenia obywateli — dodaje.

Istotną rolę mogą tu odegrać nowoczesne narzędzia cyfrowe — pod warunkiem że będą zwalidowane i zintegrowane z systemami publicznymi, takimi jak Internetowe Konto Pacjenta.

— Partnerstwo to wyższy poziom opieki, z pacjentem w centrum uwagi, prowadzonym w szerszej organizacji, a nie w systemie silosowym, gdzie osobno mamy POZ, AOS i szpital — mówi Fedorowski.

Partnerstwo szczególnie ważne w szpitalach

Znaczenie świadomego pacjenta rośnie również w lecznictwie szpitalnym, gdzie dominują osoby z wielochorobowością i chorobami przewlekłymi. To zaledwie 20 proc. pacjentów generujących aż 80 proc. kosztów systemu. Profesor Jarosław Fedorowski zwraca uwagę na brak w polskich szpitalach instytucji doświadczonego lekarza prowadzącego, który koordynowałby cały proces leczenia.

— Instytucja lekarza prowadzącego, który "ogarnia całość", powinna być wzmocniona. To byłby dedykowany lekarz szpitalny, mający dobry kontakt z rodziną pacjenta, orientujący się w działaniach innych konsultantów i mający dostęp do pełnych danych medycznych — wskazuje.

 

źródło: medonet.pl

Udostępnij

0
0
0
Reklama

Pobierz bezpłatną aplikację

Informacje z Twojego powiatu na wyciągnięcie ręki.

Google Play

Logo Beskidy News
Masz dla nas informacje? Newsy? Widziałeś lub słyszałeś coś ważnego? Chcesz, aby Twoją sprawą zajął się reporter? Daj nam znać. Dyżurujemy całą dobę, reagujemy od razu.

 

Imię i nazwisko (*)
Podaj imię i nazwisko
E-mail (*)
Podaj adres e-mail
Temat (*)
Podaj temat
Wiadomość (*)
Napisz wiadomość
Załącznik
Dodaj załącznik
(gif, jpeg, jpg, png, zip)
Captcha (*)
Rozwiąż captchę